Aktualności
Kto w I tysiącleciu n.e. jadł pieprz?
W 410 r. podczas pertraktacji z Rzymianami Alaryk przedstawił listę swoich żądań w zamian za odstąpienie od wkroczenia do Wiecznego Miasta. Oprócz ogromnych ilości złota, srebra, jedwabiu i futer, ten wizygocki król wymienił również … 3000 funtów (czyli niemal tonę !) pieprzu. W swoim najnowszym studium Rebecca Darley, historyczka i archeolożka, przekonuje, że ta przyprawa nie musiała być wówczas tak cenna jak dotąd przyjmowali badacze.
Jeden z produktów umieszczonych na liście życzeń króla wizygockiego posłużył za punkt wyjścia do dalszych badań dla Rebeki Darley, historyczki, archeolożki i bizantynistki, której zainteresowania skupiają się na dziejach basenu Morza Śródziemnego i Oceanu Indyjskiego w starożytności i średniowieczu. W swym najnowszym artykule pod znamiennym tytułem „Who ate all the pepper?” badaczka próbuje pokazać, że ówczesna konsumpcja niektórych towarów, w tym tych uważanych przez badaczy tradycyjnie za luksusowe, wykracza poza uproszczony schemat biedni–bogaci. Znaczne ograniczenie warsztatowe stanowi tu oczywiście brak danych statystycznych (dysponują nimi dopiero epoki późniejsze, a zwłaszcza najnowsze), stąd Rebecca Dalrey wykorzystuje skąpe wzmianki ze źródeł pisanych, ale też dane archeologiczne, których zaletą jest wszak ich coroczny przyrost.
Samo spełnienie przez Rzymian żądania Alaryka to już dość silny argument przemawiający za tym, że pieprz musiał być wtedy dość powszechny i łatwo dostępny – i to nie tylko dla elit. Wszak ogół mieszkańców Wiecznego Miasta pomimo jego oblężenia zdołał zebrać prawie tonę tej przyprawy (!). Tezę tą wzmacniają dodatkowe fakty dotyczące samego pieprzu. Otóż jest on rośliną ciepłolubną i wymagająca wysokiego poziomu wilgoci, dlatego najczęściej występuje na obszarach, gdzie panuje klimat równikowy i zwrotnikowy. Co ważne – takie wymagania oznaczają, że musi być on importowany w postaci suszonej (a więc inaczej niż jedwab, sprowadzony w VI w. do Europy, gdzie nauczono się go „uprawiać”). Wszelkie nadwyżki pieprzu dość szybko tracą swe właściwości, w tym ostrość i zapach (jak niemal wszystkie aromatyczne przyprawy) i a wraz z nimi m – wartość.

Podobnie jak współcześnie, tak i w starożytności spośród około 700 gatunków pieprzu największą wartość użytkową – jako przyprawa i lek – przedstawiał pieprz czarny (Piper nigrum). Historyk Pliniusz Starszy (I w. n.e.)w swej „Historii naturalnej” wspomina, że był on najtańszy (4 denary za funt; 1 denar=15,3 g srebra, 1 funt=323 g), ale i najsmaczniejszy – oprócz niego wymienił jeszcze nieco droższy pieprz biały (7 denarów za funt) oraz najdroższy pieprz długi (15 denarów za funt).
Obecnie największymi producentami pieprzu czarnego, najpopularniejszej przyprawy na świecie, są Wietnam i Indie. W I tysiącleciu n.e., a więc w przedziale objętym badaniami przez Rebekę Dalrey, „czarne złoto” sprowadzano tylko z Wybrzeża Malabarskiego, czyli południowo-zachodniej części Półwyspu Indyjskiego. W tak dogodnym pod względem klimatycznym, ale i komunikacyjnym miejscu od II do XII stulecia funkcjonowało „państwo” Ćera, które czerpało zyski z handlu przyprawami, kością słoniową, drewnem, perłami, jedwabiem i kamieniami szlachetnymi. Handel ten prowadziło ono wpierw z Grekami, później Rzymianami, a następnie po kryzysie III-IV w. (upadek Cesarstwa Zachodniorzymskiego) – z Arabami.

Początkowo podróż w jedną stronę z Italii do któregoś z portów w Malabarze trwała aż 114 dni. W czasach przywołanego wcześniej Pliniusza i ze względu na plagę piratów zaczęto wykorzystywać wiatry monsunowe: północno-wschodni i występujący na Morzu Czerwonym południowo-wschodni. Dzięki temu pokonanie odcinka trasy z Egiptu do Indii skróciło się do 40 dni, w czym niektórzy upatrują przyczyny spadku cen pieprzu w świecie rzymskim. Z drugiej strony jednak trzeba wziąć pod uwagę sezonowość dostaw, co generowało regularne, ale obarczone poważnym ryzykiem (piraci, sztormy) i wskutek tego kruche kontakty, wymianę i transport. Podejrzewa się, że nie było jednak jednego dostawcy, a wymiana opierała się na indywidualnych negocjacjach i umowach, choć trudno określić skalę tego zjawiska.
Istotne, że w tak odważne i wymagające zasobów finansowych, społecznych i technicznych przedsięwzięcia nie angażowali się zwykle, zwłaszcza osobiście, przedstawiciele elit, aczkolwiek to oni stanowili główną siłę nabywczą importowanych towarów. Te kosztowne wyprawy organizowali pośrednicy, kupcy, handlarze, ale udział w nich brali także – pośrednio lub bezpośrednio – różnego rodzaju rzemieślnicy (krawcy, tkacze), żeglarze, szkutnicy, chłopi i prostytutki. Z racji wykonywanej pracy mieli oni zapewne znacznie łatwiejszy dostęp do towarów, w tym przypraw, które dla reszty społeczeństwa mogły uchodzić za luksusowe (nasuwa się analogia do np. polskich marynarzy w PRL).
Szkopuł w tym, że źródła pisane pomijają zazwyczaj ową „warstwę średnią” – trudno ich bowiem zaliczyć jednoznacznie do biednych lub bogatych. Zdaniem Rebeki Darley zarówno taryfa aleksandryjska (174–184 n.e.), jak i edykt Dioklecjana (ok. 301 n.e.), które nie wspominają o pieprzu, mogą sugerować, że w tym czasie nie uchodził on za istotny produkt ani podstawowy, ani luksusowy. Mówiąc inaczej – zajmował pozycję między normalnością dnia codziennego a przywilejem.
Z kolei akt Chilperyka II, króla frankijskiego z dynastii Merowingów, wydany w 716 r. i przyznający dla klasztoru w Korbei prawo do pobierania części towarów wpływających corocznie do Marsylii, wśród wielu z nich wymienia 30 funtów pieprzu. Co ciekawe, nie wyróżniono w tym dokumencie produktów luksusowych ani podstawowych, niejasne też pozostaje przeznaczenie takiej ilości pieprzu. Wiadomo jednak, że uncja pieprzu miała przypadać pośrednikowi tej corocznej transakcji, wraz z mięsem i jajami, a więc artykułami niezbyt (może poza pierwszym) wyszukanymi. Z pewnością ten anonimowy człowiek nie należał do ówczesnej elity.

Inaczej nieco przedstawia się sprawa niewielkiej ilości pieprzu, którą Beda Czcigodny rozdał obok innych swych „skarbów”, czyli chusteczek i kadzidła, na łożu swej śmierci w 735 r. W tej sytuacji, opisanej przez Kutberta, ucznia tego benedyktyna i wszechstronnego uczonego, i mającej miejsce w angielskiej Northumbrii, pieprz mógł uchodzić za dobro luksusowe. W tym czasie bowiem mieszkańcy Wysp Brytyjskich stracili bezpośredni dostęp do dóbr transportowanych via Morze Śródziemne.
Z podobnego okresu, bo z VII–VIII w., ale z już muzułmańskiego Egiptu, pochodzą też trzy przekazy zachowane na papirusie: na krótkiej liście produktów umieszczono lakoniczne sformułowanie „mały pieprz”; w liście do mężczyzny o imieniu Teofilakt nieznana kobieta stwierdza, że nie otrzymała pieprzu; wreszcie – ostatnia notka mówi o umowie sprzedaży pieprzu po ustalonej cenie dla bogatych i biednych członków stowarzyszenia.
Z kolei podczas niedawnych badań archeologicznych prowadzonych w Berenike na północnym wybrzeżu Morza Czerwonego (również przez polskich archeologów) natrafiono na sporych rozmiarów gliniane kuliste naczynie zawierające 7,55 kg pieprzu. Mniejsze ilościowo pozostałości tej przyprawy zidentyfikowano w reliktach budynków zamieszkiwanych przez – jak się wydaje populację – związaną z obsługą portu, ważnego punktu kontaktowego między cywilizacją hellenistyczną, rzymską i bizantyńską a Indiami. Znaleziska archeobotaniczne dają doskonały wgląd w życie mieszkańców Berenike na przestrzeni dziewięciu stuleci, czyli do VI w. n.e., gdy miejsce to zostało opuszczone.
Artykuł angielskiej badaczki wskazuje na przykłady, które zmuszają do innego, mniej schematycznego spojrzenia na przeszłość, nawet tę, dla której brak – wydawałoby się –danych. Daleko im do precyzyjności, to raczej tropy, dzięki którym przeszłość nabiera kolorów („warstwa średnia”) i przestaje być czarno-biała (elity-reszta społeczeństwa).
_____________
Ewelina Siemianowska (ur. 1981) historyk i archeolog, oba kierunki ukończyła na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Interesuje się wczesnym średniowieczem, w tym zwłaszcza osadnictwem i komunikacją, którym poświęciła szereg artykułów naukowych. Jest redaktorem portalu wczesneśredniowiecze.pl.
Powyższy artykuł jest chroniony przez przepisy prawa autorskiego.
Redakcja wyraża zgodę na kopiowanie i przedrukowywanie tylko całości artykułu pod warunkiem zamieszczenia imienia i nazwiska autora, informacji o nim oraz informacji o źródle (link do wczesneśredniowiecze.pl).
Portal prowadzony przez
Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnieul. Kostrzewskiego 1, 62-200 Gniezno
t: 61 426 46 41
e: wczesnesredniowiecze@muzeumgniezno.pl

